19 września 2014

Gambit Królewski

Wreszcie skończyła przygotowanie dokumentów dla klienta. Zmęczona przeciągnęła się przed ekranem komputera. Teraz mogła sobie pozwolić na chwilę przyjemności.
Szare tło jej ulubionego forum dawało odpoczynek oczom zmęczonym rzędami cyferek i liter. Wpisała login i hasło. Jedno kliknięcie i znalazła się w swoim ulubionym świecie. W wirtualnej rzeczywistości, pośród ludzi, którzy rozumieli jej upodobania, u których takie podejście do seksu nie wywoływało oburzenia i zawstydzenia.

Przeglądała kolejne wątki z rosnącym zniechęceniem... Na forum panowała od jakiegoś czasu niezrozumiała cisza. Nawet ci najbardziej rozgadani i pomysłowi ograniczali się do zdawkowych notek. Czyżby wyczerpały się pomysły i tematy do rozmów? A przecież wydawało się, że to właśnie to środowisko, to właściwi ludzie do swobodnej i niczym nie skrępowanej wymiany myśli.

W jednym z wątków pojawiło się coś nowego – erotyczny pomysł na szachy...

17 września 2014

Marzenia onanisty - 4

Wskazówka, gdzie znaleźć opis wcześniejszych perypetii bohatera i pigułeczki Jadwigi, zawarta jest w przypisach dolnych.

Różne kobiety pojawiają się w marzeniach onanistów.

Chłopiec stał się miłośnikiem „trzepania kapucyna” rok po incydencie w szpitalnej łaźni. Praktykowanie samogwałtu rozpoczął na jedynych w życiu koloniach, podczas których przeszedł inicjację. Pierwszą technikę masturbacji poznawał „z rąk” wychowawczyni, by później stosować i doskonalić ją już samotnie. Wpadł w powszechny wśród dzisiejszych chłopców nawyk stosunkowo późno – już jako okrzepły w środowisku nowych kolegów i nauczycieli licealista.
Dorastał wszak w pruderyjnych czasach komuny. Nałóg nigdy Piotra nie opuścił; ciągnął się z przerwami dłuższymi lub krótszymi, nie chcąc wygasnąć wcześniej, niż zaniknie libido.

15 września 2014

Ostateczna granica

„Były dwie siostry Noc i Śmierć – Śmierć większa, a Noc mniejsza…
Noc była piękna jak sen, a Śmierć… Śmierć była jeszcze piękniejsza…”
                                                                                          K. I.  Gałczyński


Biegłem ile tchu w płucach. W ciemności pól, spowitych jedynie światłem gwiazd, miałem nadzieję znaleźć schronienie. Moje plecy oświetlał jeszcze nikły poblask bijący od łuny pozostawionego w tyle miasta. Miasta ogarniętego zarazą.

Musiałem zabić dwóch strażników aby wyrwać się z tego miejsca przepełnionego szaleństwem. Tego piekła na ziemi. Wcześniej nie miałem nikogo. Dziś praktycznie już nie było nikogo do poznania. Wszystkich porwała Śmierć zbierając swoją kosą obfite żniwo.

W moim mieście panowała rozpacz…

12 września 2014

Dantin cz. III

Rys. Milo Manara
Przeczytaj drugą część cyklu

– 1 –

Niebo nad Rzymem było kobaltowe. Nisko zawieszone, ciężkie chmury kłębiły się, groźnie targane potężnym wiatrem. Było w tym coś złowieszczego, tak przynajmniej sądził papież. Pełen ponurych myśli, z niepokojem obserwował hulający wiatr i niepokojące zmiany na nieboskłonie. Był w koszmarnym nastroju i wszędzie doszukiwał się złych znaków, licząc jednocześnie na cudowny powrót syna oraz córki do domu. Czy ten cios zadany jego rodzinie zniszczy jego ambitne plany? Zniweczy pracę i wysiłki, które włożył w nadanie rodowi odpowiedniej pozycji? Zarówno on jak i jego poprzednicy.

10 września 2014

Bar Schronisko

Opowiadanie dla Starskiego.

Пейте как pija коммунисты
Не rozlewaj снова

Są takie bary, gdzie nie leje się jeszcze wielokolorowych „shotów”, a drinki inne niż piwo z wkładką witane są z pogardą lub dużą dozą ostrożności przez siedzących przy wypolerowanym  kontuarze. Gdzie barman to facet pod czterdziestkę słuchający swoich klientów, a nie cycata studentka pragnąca namówić ich na parę szklaneczek po stówie każda. W lokalu takim po ścianach nie wiszą różne podróbki irlandzkich czy szkockich tabliczek pamiątkowych, a jedynie stare gitary elektryczne, zdjęcia paru byłych właścicieli i ich kumpli oraz Charlie Parker, Tom Waits, Kazik Staszewski i może Nicholas Cage na fotosie z „Leaving Las Vegas”. Clinta Eastwooda zdjęto, bo za łatwo mu szło z kobietami, a przez to był sztuczny i stracił na męskości. Z głośników leci stary rock przeplatany bluesem i metalem. Co pewien czas swoje wyryczy Kaczmarski, Gintrowski lub Brell. 

8 września 2014

Po prostu niebo cz. 5

 
List L
Marie do Stana
Dzisiaj obudziłam się w zimnym mieszkaniu. Pierwszy dzień jesiennego chłodu. Czas odkręcić grzejniki i przejść w tryb zimowy, gdy na dworze spędza się jedynie trochę czasu, a nie całe dnie. Moja pierwsza myśl była z tych nieproszonych i miękkich. Miło byłoby Cię dotykać. Nieerotycznie. Dać zamknąć się w dłoniach na jeszcze parę chwil. Takie nie najbardziej słoneczne dni dobrze jest przecież zaczynać od pocierania skóry o skórę. 

Całuję. Spokojnie i delikatnie. Choć długo. Tak, żeby serce szybciej zaczęło pompować krew, a oddech nieznacznie przyspieszył. I jeszcze raz całuję. Bardziej dziko. Jak miewam w zwyczaju, gdy świta mi w głowie myśl, że może mógłbyś we mnie wejść, choć na chwilę.

5 września 2014

Ciemna jest noc cz. V

Nad kubkiem świeżej herbaty kłębiła się para, malując ulotne wzory na ciemnobrązowej powierzchni naparu. Magda czekała przed telewizorem na przyjaciółkę, zatrzymaną dłużej w pracy. Tradycja piątkowych spotkań w pubie coraz częściej przegrywała w starciu z prozą życia. Ustaliły lata temu pod koniec ogólniaka, że choć raz w tygodniu będą miały dla siebie czas. Mały papierek lakmusowy – gdyby łamały ów obyczaj zbyt często, oznaczałoby to, że z ich relacją źle się dzieje.

Dziewczyna łowiła jednym uchem wiadomości. Spiker informował właśnie o niewyjaśnionym wybuchu w bazie islamistów na północy Iraku. Kilkunastu zabitych. Codzienna dawka przemocy, na którą zdążyła się uodpornić. Nawet nie patrzyła na ekran. Po prostu pragnęła słyszeć ludzki głos.

3 września 2014

Miłości. 11. Co za dużo to... niezdrowo

Telefony mają to do siebie, że często dzwonią w najgorszym możliwym momencie. Marcel wygrzebał się spod chłodnego kompresu okrywającego całą twarz i ruszył powoli do drzwi. Miał upierdliwy nawyk zostawiania komórki poza sypialnią, wpojony przez matkę, która w trosce o jego fale mózgowe zabraniała choćby na chwilę wnosić telefon do miejsca, w którym sypiał. Rzadko udawało mu się ten nawyk przełamać.

Głupie czy nie, Marcel miał specjalny stolik przy drzwiach sypialni. Dla niepoznaki stała na nim drewniana wrona, ale to tutaj wieczorami lądowała komórka, jeśli Marcel był na tyle przytomny, żeby sięgnąć do kieszeni. I tu oczywiście znalazł ją teraz.

Halo... – wymamrotał.
Nie bacząc na matczyne nauki, z komórką przy uchu padł z powrotem na łóżko i nakrył się kompresem.
Cześć, Marcel. To ja...
Jaka: ja? – Marcel nie lubił dziwnych rozmów telefonicznych, zwłaszcza gdy cierpiał.
Aneta.

1 września 2014

Wielka gra III

Przeczytaj pierwszy odcinek cyklu

Błysk płomienia zapałki był tak jasny, że na ułamek sekundy oślepiał. Generał Tadeusz Kutrzeba odpalił kolejnego papierosa. Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek wcześniej tak chciwie zaciągał się papierosowym dymem.
Głowa generała pulsowała tępym bólem, zmęczone oczy zaczęły łzawić. Kutrzeba wpatrywał się w rozłożone na dużym stole mapy sztabowe z taką intensywnością, jakby chciał je spopielić wzrokiem. Zmuszał swój umysł do bezustannego wysiłku, przypominał sobie wszystkie założenia planu, którego był głównym architektem.
Generał Kutrzeba nie miał złudzeń, że postawiono przed nim i jego ludźmi zadanie arcytrudne. Na rozkaz Marszałka Rydza-Śmigłego przez kilka miesięcy opracowywali plan „Zachód”.
– Armia „Modlin” na północnym skrzydle – powtarzał po raz tysięczny Kutrzeba, zupełnie nie przejmując się faktem, że popiół z końcówki papierosa może w każdej chwili spaść na oglądaną przezeń mapę. – Fortyfikacje okolic Modlina stanowią pewną przeszkodę. Jest jeszcze Samodzielna Grupa Operacyjna „Narew”. Centrum mają zabezpieczyć armie „Poznań” i „Pomorze”.
W tym miejscu mapy dowódca Armii „Poznań” zatrzymał wzrok, zawieszając prowadzony monolog. Nie miało znaczenia, że o tej porze sala narad była pusta, a jego wywodom nie przysłuchiwało się żadne audytorium.

29 sierpnia 2014

Opowieść helleńska: Demetriusz XXXIV

Jayden O'Doyle, bez tytułu
Demetriusz nie pamiętał wiele z drogi powrotnej do ojczyzny. Wyczerpujący marsz przez usiane wzgórzami obszary Górnej Macedonii, zejście na równiny Dolnej – nadmorskiej części kraju. Ubite trakty, nad którymi wiecznie unosił się kurz. Chytre oczy handlarza, który w Pydnie kupił od niego wierzchowca Thano, płacąc zań jedną czwartą uczciwej ceny. Menander, który chciał się targować, lecz widząc apatyczne spojrzenie przyjaciela, poniechał tego. A potem rejs przez Morze Egejskie – kilka dni mocnych fal uderzających w burty, które przewiesiły poetę przez reling i dobyły z jego żołądka ostatnią kroplę żółci.

Przez większość czasu Falerończyk był kompletnie pijany. Codziennie wlewał w siebie mnóstwo wina, by zagłuszyć cierpienie oraz natłok myśli. Kratos, dowódca jego oddziału, przymykał na to oko. Czasem sam dostarczał mu trunku, na modłę macedońską niezmieszanego z wodą. Najczęściej jednak to Menander zdobywał dlań kolejne dzbany.