26 listopada 2014

Paula - reggae nights

Byłem w totalnie złym nastroju. Właśnie rozstałem się z dziewczyną… Czułem pustkę… i w dodatku nie mogłem się nawet upić, bo miałem zmianę za barem. Sobotni wieczór reggae. Maksymalna impreza, mnóstwo ludzi, straszny tłok, gorąco…

Reggae Night,  czyli najłatwiejszy podryw w mieście. Dziewczyny przychodzą po to, żeby potańczyć i przynajmniej lekko się wstawić. A więc jeśli chcesz znaleźć sobie partnerkę (lub partnera) na jedną noc, to impreza w tym klimacie była wyśmienitą okazją.

Za barem wszystko działo się jak zwykle: piwo–piwo–piwo–piwo–drink–jaki? wódka z pomarańczowym–piwo–piwo–tequila–wódka–wódka–piwo–piwo–trzy piwa–wściekły pies–piwo. I tak przez cały wieczór.

24 listopada 2014

Zwierzenia

W pokoju siedziały trzy kobiety. Wszystkie podobne, jednak każda inna…

Co je łączyło? Jedno uczucie, które przez świat zwane jest przyjaźnią. Mimo, że tak różne od siebie wytrzymały ze sobą już tyle lat.

Każda siedziała z ulubionym drinkiem w dłoni i obiecała pozostałym opowiedzieć najgłębiej skrywaną tajemnicę życia. To był taki wieczór wspomnień o czymś, o czym chciałyby zapomnieć… Ale nie potrafią…

Wiedziały, która z nich pierwsza zacznie. Ustaliły to już wcześniej. Jeszcze zanim zapaliły małe świeczki, pogasiły światła i usiadły, każda w ulubionej pozycji…

21 listopada 2014

Profiler 3/3

Kasia

Szła zamyślona. Ktoś obcy powiedziałby, że jest zła, nie w sosie. A Kaśka po prostu zamknęła się w swoim świecie. Bo przecież nie wypada iść środkiem chodnika, podśpiewując z radości.

Ostatni rok, który spędziła przy boku męża, Mariusza, to najwspanialsza przygoda jej życia. Tak, przygoda. Bo wciąż czuła dreszczyk podniecenia, kiedy na nią patrzył. Krew szybciej buzowała przy najdelikatniejszym dotyku. Każdy dzień był jak pierwsza randka.

19 listopada 2014

Profiler 2/3

Ze snu wyrwał go dźwięk dzwonka w telefonie. Odruchowo, zanim jeszcze odebrał, spojrzał na tarczę zegarka.
– Kurwa mać! – zaklął siarczyście. Cyferki pokazywały ósmą szesnaście. Zaspał, zmarnował całą noc. – Halo? – wydukał do aparatu.
– Chyba ciężko pracowałeś, bo coś markotnie brzmisz?
– Tak – skłamał – jestem wykończony.
– Jak ci idzie? Jakieś konkrety?
– Do konkretów daleka droga. Wiesz, że potrzebuję znacznie więcej czasu niż noc. A przede wszystkim potrzebuję wiktymologicznego tła[i]. Póki nie ustalicie personaliów, nie będę mógł posunąć się z analizą. – Próbował znaleźć dla siebie wymówkę. Odczuwał wstyd, że tak opóźnił pracę.
– Wierz mi, pracujemy nad tym. Cały wydział postawiłem na nogi. Dziewczyna na pewno nie mieszkała w tej mieścinie za lasem – sprawdziliśmy to. I raczej nie parała się zawodem kurewki. W nocy chłopcy chodzili po dziuplach uzbrojeni w rysopis zmarłej – nic. Obawiam się, że trzeba będzie sięgnąć po pomoc mediów. Właśnie… Widziałeś dzisiejsze gazety?

17 listopada 2014

Profiler 1/3

   W Polsce zawód profilera jako taki nie istnieje. Miast tego figuruje stanowisko: specjalista do spraw identyfikacji psychologicznej.
   Wszelkie procedury opisane w poniższym tekście, są z powodzeniem stosowane w naszej rodzimej kryminalistyce. Jednak na potrzeby opowiadania zniekształciłam rzeczywistość; na większość wyników trzeba czekać tygodniami.
   Karelu, ukłon, i nie tylko, za Twoją cierpliwość i nieocenioną pomoc.

***

Odsunął od siebie stos papierów. Odczuwał zmęczenie. Szukanie odpowiedzi „dlaczego” zajęło mu tym razem znaczniej więcej czasu niż początkowo planował. Podniósł się z fotela, podszedł do balustrady. Stare drewno, z którego zbudowano taras, zaskrzypiało pod naporem bosych stóp. Zapatrzył się na linię horyzontu. Niebo testowało właśnie różne odcienie owoców cytrusowych. Oparł ręce o nadpróchniałe belki i spojrzał na taflę jeziora. Lubił jego widok w trakcie zachodu słońca. Za chwilę gładkie lustro stanie się wręcz czarne, otulone jedwabiem wieczornej mgły. Zmierzch pachniał jesienią i metaliczną wonią świeżo zmoczonej ziemi; cały dzień lało jak z cebra. Parlament wron siedzący w gałęziach grubej brzozy dyskutował, zapewne o Marku, z wielką powagą. Owady brzęczały w wysokich krzakach. W oddali panował uliczny hałas, w stratosferze wyły silniki odrzutowców. Do niego dochodziły jedynie naturalne odgłosy otoczenia, dominowała cisza.

14 listopada 2014

Zdrada ukochanej – Agnieszka 2/2

Tamten pamiętny, lipcowy czwartek, Anno Domini 2001, do tej pory żywo tkwi w mojej głowie. Dziś wiem, że sprawy mogłyby potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby nie ówczesna decyzja, która jak się później okazało, po dziś dzień ma kolosalny wpływ na moje życie. W tamtym czasie, mimo iż była nagła, wydawała się słuszna. Jednak życie, potrafi bez ogródek wytykać nam błędy i odsłaniać prawdziwą naturę rzeczy, raniąc przy tym głębiej niż jakiekolwiek ostrze.

Wracając do meritum: moja chęć zemsty rozgorzała szybko i płonęła intensywnie. Nareszcie moje myśli, po kilku dniach chaosu i marazmu, popłynęły szerokim strumieniem, łącząc się jak puzzle układanki dla przedszkolaka.

Chciałem poniżyć Agnieszkę. Chciałem żeby poczuła się jak szmata. Pewnie wielu powie „Przecież ona sama się poniżyła. Sama zrobiła z siebie zdzirę”. I tak i nie. Co innego podążać drogą swoich emocji, a czym innym jest przeżywanie czegoś, czego tak naprawdę się nie chce. Szczerze mówiąc liczyłem, że gra na moich zasadach zrani ją, wzbudzi wstyd. Gdy ona poczuje, że wiem co zrobiła – pożałuje. Wiedziałem, że będę do tego potrzebował pomocy znajomych. Postanowiłem niezwłocznie zadzwonić do kumpli z mojego miasteczka, którzy studiowali ze mną na roku. Piotrek i Michał nie raz już mnie już przecież wspierali i byłem pewien, że znowu mi pomogą, jeśli ich o to poproszę. Zresztą ich rola w moim planie raczej nie powinna sprawić im przykrości, a wręcz odwrotnie,  przyjemność.

12 listopada 2014

Zdrada ukochanej – Agnieszka 1/2

Na imię mam Rafał. Historia, którą zamierzam wam dziś opowiedzieć mogłaby, jak sądzę, przydarzyć się każdemu z Was. Jednak nikomu nie życzę takich przeżyć. Gdyż czym innym jest rzeczywistość, a czym innym nasze sny. A „Każdy sen, ten czarowny i piękny, zbyt długo śniony zamienia się w koszmar. A z takiego budzimy się z krzykiem.” – Andrzej Sapkowski.

Wszystko zaczęło się od pamiętnego dnia, w którym to poznałem naszą bohaterkę – Agnieszkę. Byłem świeżo upieczonym studentem Handlu, od razu po maturze. Te pamiętne wakacje obfitowały w imprezy wśród znajomych i ku mojemu zaskoczeniu na jednej z nich moje serce przeskoczyło o jedno uderzenie – wtedy właśnie po raz pierwszy ją zobaczyłem. Wychodząc z toalety prawie uderzyłem ją drzwiami. Stała odwrócona bokiem, nieco za nimi i zanim zdążyłem zapoznać się z „walorami” moje spojrzenie utkwiło w jej oczach. Zazwyczaj oceniam dziewczyny jak każdy przeciętny facet – dorodność brzoskwinki, pojemność płuc i oczywiście nogi.

Jednak tym razem nie miałem takiej możliwości. Od razu zakochałem się w tych szaro-niebieskich, ogromnych, migdałowych oczach, które tak zadziwiająco kontrastowały z kruczoczarnymi, lekko kręconym włosami. Zanim zdążyłem nabrać tchu, odwróciła się w moją stronę przypominając mi tym samym, że odsłonięte jabłuszka, profil „C”  to moje ulubione owoce.

10 listopada 2014

Imię bestii

Kompozycja autorstwa: MarekW
Podnoszę ciężkie powieki i przez jakiś czas wpatruję w nieregularny rysunek na suficie, tam gdzie zaciek od sąsiada wyżłobił niewielką szczelinę. Biegnie ona od krawędzi okna, przez cały sufit aż po drzwi wejściowe do mieszkania. W tym czasie wielokrotnie się rozgałęzia, tworząc misterną pajęczynę. Wpatrzony we wzór, wsłuchuję się w bicie własnego serca, łapiąc uchem coraz głośniejsze dźwięki dochodzące zza okna. Odległy klekot tramwaju i tarcie metalu o metal gdy wchodzi w zakręt, miesza się z zamierającym powoli ruchem ulicznym. Światło pobliskiej latarni wpada przez okno do mojego pokoju, ukazując bałagan na podłodze. Zegar na ścianie wybija godzinę dwudziestą drugą, lodówka w kuchni uruchamia wieczorny program chłodzenia, a ekspres do kawy cicho szumi przygotowując porcję ożywczego napoju.

7 listopada 2014

Opowieść helleńska: Demetriusz XXXVI

Joseph Solomon, Ajaks i Kasandra
Mimo nocnej pory ulice Aten były nadzwyczaj zatłoczone.

Oddziały najemników przeczesywały Miasto. Ich pochodnie rozjaśniały mrok, rzucając na ściany domów migotliwe refleksy. Wydawane okrzykiem rozkazy rozdzierały ciszę, budząc ze snu obywateli. Niektórzy lękliwie wyglądali przez okna, czy to aby nie kolejna fala aresztowań. Większość kuliła się jednak pod kołdrami i kocami, drżąc z lęku. Strach był emocją, którą w ciągu ostatnich tygodni odczuwali bezustannie. Różnił się tylko natężeniem. A teraz było ono wysokie.

Aratos przemykał zaułkami Aten, ciągnąc za sobą Korinnę. Jego ciało skrywała czarna chlamida, na której nie było znać śladów krwi – ani tej, którą sam przelał, ani tej, której mu utoczono. Dziewczyna miała na sobie peplos w barwie wieczornego morza. Kreteńczyk nie powiedział jej, że suknia jeszcze chwilę wcześniej należała do kobiety, którą zgładził. Trzymali się wąskich bocznych uliczek, prowadzących między ciasno stłoczonymi domami. Z daleka omijali arterie komunikacyjne Miasta, które patrolowali ludzie arcystratega.

Fechmistrz spodziewał się, że jego szturm na rezydencję Demostenesa spowoduje taką reakcję, lecz zaskoczyła go jej skala. W pościgu musiały brać udział setki zbrojnych. Dionizjuszowi z Faleronu naprawdę zależało na odzyskaniu demokratycznego polityka. Można się było domyślać, że kiedy dowie się, iż stracił również demostenesową córkę, jego furia jeszcze się nasili. A na ulice wylegną kolejni żołnierze.

5 listopada 2014

Miniatury Barmana-Ravena III

Hanka

Był taki czas, taki moment, w którym dzieliłem życie z wybranką mojego serca i najlepszym przyjacielem. Marcina ściągnąłem za sobą z naszej wioski, Hanka wprowadziła się tuż po nim, niemal z dnia na dzień. Mieszkaliśmy w trójkę. Warunki były studenckie. Marcin w swoim pokoju powoli zbierał potrzebne do normalnego funkcjonowania rzeczy, my postawiliśmy na minimalizm; oprócz materaca nie mieliśmy żadnych mebli.

Hania była drobną, proporcjonalnie zbudowaną brunetką. Bez trudu podnosiłem ją, sadzając ją sobie na biodrach. Była moim pierwszym skonsumowanym zauroczeniem. Uwielbiałem czesać jej gęste, ciemne włosy, kiedy przychodziła do łóżka po kąpieli. Lubiłem smarować jej ciało oliwką – uczyłem się wszystkich zagłębień i wypukłości.  Zapamiętywałem każdy charakterystyczny punkt na jej ciele. Sunąłem dłońmi poprzez krągłość pośladków,  przewracałem ją na plecy i wgryzałem się w tatuaż kota, który miała tuż powyżej linii bioder. Słuchaliśmy wieczorami radia i kochaliśmy się w świetle tealightów. Wtedy pierwszy raz doceniłem pidżamę i łatwość z jaką rozwiązywała się kokardka tasiemki podtrzymującej jej dół.