18 kwietnia 2014

Opowieść helleńska: Demetriusz XXX

Eduard Daege, Odkrycie malarstwa"
Zbocza Olimpu były płowe, strome i nagie. Nieznośne upały, które od wielu tygodni pustoszyły Grecję, niszcząc zasiewy, wysuszając rzeki, powodując śmierć ludzi oraz bydła, nie oszczędziły również świętej góry. Na wyniosłym Panteonie, najwyższym szczycie masywu, dawno już stopniały ostatnie śniegi. Olimp był dobrze widoczny z położonej na wybrzeżu Pydny. Wznosił się na południe od miasta i piął aż pod niebiosa. Mieszkańcy byli dumni z tego, że za sąsiadów mają samych bogów, którzy – jeśli wierzyć kapłanom – tam właśnie urządzili swą siedzibę. Lubili spoglądać w tamtą stronę, sycić oczy surowym pięknem masywu i zastanawiać się, czy Zeus, Demeter albo Hera odwzajemniają ich zainteresowanie.

Dziś jednak mało kto trawił swój czas na kontemplacji świętej góry. Oto bowiem do portu zawitali od dawna wyczekiwani i nadzwyczaj liczni goście. Ateny, najpotężniejsza spośród helleńskich poleis, przybywała Macedonii z odsieczą. Przystań wypełniły pękate statki transportowe i smukłe, wojenne trójrzędowce. Setki obładowanych różnorakim sprzętem ludzi schodziły po trapach na ląd. Tragarze mieli pełne ręce roboty, podobnie jak i kupcy. Niektórzy z nich, szczególnie przezorni, rozstawili stragany tuż przy samym nabrzeżu. Tawerny przeżywały istne oblężenie, podobnie zresztą jak domy rozkoszy. Ladacznice, dla których zabrakło miejsca w owych lokalach, przechadzały się wśród nowoprzybyłych, uwodzicielsko kołysząc biodrami. Gdy tylko którejś z nich udało się złapać klienta, ciągnęła go w jeden z ciasnych zaułków, których pełno było w nadmorskiej dzielnicy, i tam mu się oddawała, lubieżnie wypięta, z rękoma wspartymi o mur pobliskiego domu.

16 kwietnia 2014

Lizbona (wersja 2014)

Czasem miała już dość. Wszystkiego. Tej pracy, własnej twarzy. Choć tak naprawdę nie pamiętała już, jak wygląda naprawdę. Albo raczej, jak wyglądała kiedyś, przed tym wszystkim. Bo mimo, że minęły tylko trzy lata, zmieniła się nie do poznania. Gdyby istniał ktokolwiek, kto mógłby i chciałby ją rozpoznać.

Łazienka była urządzona nowocześnie, po męsku. Brak ozdób, chłodna szarość betonowych ścian i prostota kształtów armatury wywoływały przygnębiające wrażenie.

To pewnie dlatego, pomyślała. Ale wiedziała, że oszukuje samą siebie. Zbyt dobrze znała to uczucie. Gorycz, którą czuła w ustach, towarzyszyła jej coraz częściej. To nie przez otoczenie. Które niemal co miesiąc było inne. Powodem była twarz, która patrzyła na nią z tafli lustra. Jej własna twarz, która już dawno przestała wyglądać znajomo. Kolor i długość włosów zmieniały się tak często, że przestała zwracać na to uwagę. Kształt ust i rysunek oczu również zdążyły zmienić się nie do poznania. Wszystko wyglądało inaczej, niż kiedyś. Na studiach. Przed tym wszystkim.

Zanim została zwerbowana.

14 kwietnia 2014

Pragnienie

Leżała w chłodnej pościeli, rozkoszując się dotykiem aksamitnej delikatności, czule okrywającej jej młode ciało. Lekkie wieczorne podmuchy przynosiły z ogrodu słodkawy zapach kwiatów. Przeciągnęła się leniwie, czując przenikający jej ciało miły dreszcz, gdy zwiewna tkanina przesunęła się po niej subtelną pieszczotą. Westchnęła. Uwielbiała, gdy chłodny materiał prześlizgiwał się po jej nagiej skórze. Sen nie nadchodził – zresztą, nie chciało jej się spać. Orzeźwiająca wieczorna bryza odpędzała zmęczenie. Było ciepło, ale nie upalnie. Przeciągnęła się, mrucząc z zadowoleniem jak wygrzewająca się na słońcu kotka.

Wstała. Białe jedwabiste okrycie zsunęło się łagodnym ruchem z jej ciała. Materiał spłynął z cichym szelestem w dół, owijając się lubieżnie wokół smukłych nóg. Nie schyliła się. Nie było jej chłodno. Ciepło letniego wieczoru niosące ze sobą ledwo wyczuwalny słonawy zapach morza otuliło ją niby niewidzialny całun. Wyprostowała się i zupełnie nie przejmując się radosną bezwstydnością swojej nagości rozpostarła szeroko ręce, jakby chciała skąpać się we wpadającym przez okno srebrzystym świetle księżyca. Zerknęła ku wielkiemu zwierciadłu, zajmującemu większą część marmurowej ściany. Z uśmiechem poprawiła długie loki, połyskujące najgłębszym z odcieni czerni. Popatrzyła w głębokie jak studnie ciemne oczy swojego odbicia, a potem ogarnęła spojrzeniem smukłe, zgrabne ciało. Uśmiechnęła się zadowolona.

11 kwietnia 2014

Opiekunka Gosia

– Kochanie, długo jeszcze? – spytałem moją lepszą połowę Jolę, wystając pod drzwiami łazienki.

Mieliśmy iść do kina na jakąś komedię romantyczną, a potem się rozstać na osiem godzin. Była lekarką i miała dziś nocny dyżur, od dwudziestej drugiej do szóstej. Film był na dziewiętnastą trzydzieści, potem chciałem odwieźć ją do szpitala i wrócić do domu. Zanim doczekałem się jej wyjścia, odezwał się dzwonek do drzwi. No tak, opiekunka. Wynajęliśmy ją na cztery godziny do naszego pięcioletniego synka Szymona, który obecnie oglądał beztrosko kanał z kreskówkami. Zdecydowaliśmy się na nią, bo byliśmy miesiąc po przeprowadzce z drugiego końca kraju i nie mieliśmy rodziny pod ręką. Poprawiłem kołnierzyk w koszuli, przejechałem dłonią po czuprynie i otworzyłem drzwi. Ujrzałem istne cudo.

Na pierwszy rzut oka pewnie była w pierwszej albo drugiej klasie liceum. Niska, ciemnoruda dziewczyna jakich niewiele. Ubrana była w jasne dżinsy i różowy sweterek, podkreślający jej niewielkie, sprężyste piersi. Spoglądała na mnie zza okularków wzrokiem stanowczym i konkretnym. I zimnym. Zaciskała małe usteczka, w nerwowym tiku drgała jej lewa powieka. Miała zielone oczy i gładką cerę. Albo zaróżowioną, albo przypudrowaną...

9 kwietnia 2014

Żegnaj Kasiu

Błogosławione niech będą studenckie czasy. Muszę tu zaznaczyć, że miałem szczęście zdobywać tytuł magistra na mocno sfeminizowanym kierunku. Pięknych pań nie brakowało i choć wiele było pośród nich mężatek lub narzeczonych, nieczęsto bywało to dla nich przeszkodą. Byłoby z tego kilka opowieści, ale to opowiadanie traktuje wyłącznie o jednej.

Ostatni semestr na uczelni. Niewiele ćwiczeń, wykładów, kończenie prac dyplomowych. Reorganizacja grup spowodowała, że do mojej trafiła słabo znana mi dziewczyna. Wcześniej nasze relacje nie wyszły poza zdawkowe „cześć”. Teraz jednak siłą rzeczy spędzaliśmy więcej czasu razem. Zajęcia laboratoryjne realizowane były w dwuosobowych zespołach. Nazywała się Kasia i została przypisana do mnie, ponieważ oboje nie mieliśmy przydziału. Pomyślałem wtedy, że to niezbyt dobre dla mnie rozwiązanie: lalka będzie robić słodkie minki, a ja odwalę całą laborkę! Szybko jednak zmieniłem zdanie. Przykładała się do zajęć i żadna z moich obaw się nie potwierdziła. Zyskiwała w moich oczach z każdą wspólnie spędzoną chwilą.

7 kwietnia 2014

Ciemna jest noc cz. I

– A najbardziej to mnie denerwują te brudne kubki w zlewie.
– I tak masz szczęście. Ja zbieram po sześć sprzed komputera.

"Pasjonujące," burknął złośliwy głosik w jej głowie, gdy wchodziła do służbowej kuchni. Blond tapir w przyciasnej jak zwykle bluzce i Lennon na chudych nogach, których krzywość starannie podkreślała spódniczka do połowy uda, wymieniały macierzyńskie doświadczenia. Krótki rzut oka na stół. Po lewej sałatka z pomidorów i ogórków z gotowanym bez soli kurczakiem, czyli nowa dieta tapira, płonna nadzieja dla walczącego o przetrwanie guzika na pokaźnym biuście. Po prawej nieśmiertelna kanapka z żółtym serem i dziesiąta już chyba dzisiaj kawa, której zapach walczył o lepsze ze smrodem tanich papierosów chudzielca.
– A ty co się Magda śmiejesz? – chichot blondynki przerwał kontemplację sceny rodzajowej. – Będziesz miała swoje dzieci, to zobaczysz.
– Najpierw trzeba mieć z kim – sparowała i odwróciła się, by nalać wody na herbatę. Jeszcze chwila i będzie mogła uciec.

4 kwietnia 2014

Zabójczy Układ cz. 3: W domu panny Boulevard

Nad Darkville nastał deszczowy dzień. Jesień zbliżała się wielkimi krokami, co widać było po ludziach mijających się na zatłoczonych chodnikach głównych ulic. Wszyscy w podobnym tempie, ze wzrokiem raczej wbitym w chodnik niż do przodu, szli  jak na ścięcie. Niektórym jednak coś odwracało uwagę, coś sprawiało, że zatrzymywali się na chwilę i patrzyli z niedowierzaniem w szyby kiosków czy automatów z prasą. Były to okładki najświeższych gazet z krzyczącymi tytułami. Nagłówki bywały w tym mieście różne. Mieszkańcy przyzwyczaili się już do zbrodni, rozbojów, skandali… Właściwie wszystkiego mogli się spodziewać. Jednak dzisiejszy dzień był wyjątkowy. Wiadomość, że Catherine Harold została zamordowana przez łacińskiego grabarza była równie sensacyjna, co niespodziewana. Ludzie wciąż pytali „ale jak?”,  „Dlaczego ona?”

Jednym z nielicznych, którzy wiedzieli, jakie występki miała na sumieniu panna Harold był Jason Merkin, który właśnie podjeżdżał pod adres zamieszkania jego przyszłej ofiary, Hectora Ejerolli, celem zrobienia ogólnego rozpoznania.

2 kwietnia 2014

Mikst

Półtora miesiąca po naszym życiowym triumfie nadszedł turniej, na który czekali fani tenisa na całym świecie - US Open na kortach Nowego Jorku. Jako deblistki nie ściągałyśmy na siebie takiej uwagi mediów, jak soliści, tym niemniej apetyty na nasz triumf były zauważalne. Już kilka dni przed turniejem zakwaterowałyśmy się w jednym z najlepszych hoteli blisko kortów. Mogłyśmy sobie na to pozwolić - po wygraniu Wimbledonu zgłosiło się kilku sponsorów, poza tym od dwóch miesięcy byłyśmy niepokonane. Upojny wieczór spędzony z partnerką z kortu i jeszcze kilkadziesiąt następnych spowodowało, że rozumiałyśmy się jeszcze lepiej. Komentatorzy zwracali uwagę na nasze niewiarygodne zgranie pozwalające wychodzić cało z największych tarapatów. Chociażby przed tygodniem wygrałyśmy przegrywanego 0:5 seta, broniąc w międzyczasie kilkanaście piłek meczowych.

Dwa dni przed naszym pierwszym meczem przez kompleks przewijało się już całkiem sporo osób - głównie uczestnicy eliminacji i zawodnicy bez wolnego losu w pierwszej rundzie. Siedziałam w barze sałatkowym nieopodal wejścia do męskich szatni, popijając sok wielowarzywny. Tymczasem Diora spędzała czas na harcach ze swoim kolegą z dzieciństwa, który kilka lat temu przeprowadził się na Manhattan. Spotkali się przypadkiem przedwczoraj i od tego czasu nie wychodzili z łóżka, pomijając nasze wspólne treningi. Chcąc udowodnić jej, że ja również mogę mieć każdego, od kilkudziesięciu minut siedziałam i czekałam na okazję do podrywu.

31 marca 2014

Kraj kwitnącej samotności

Tokyo at night,  Frank Monnerjahn
Gabinet szefa był urządzony dokładnie tak, jak sobie to wyobrażała. Surowe meble z ciemnego, egzotycznego drewna nosiły znamiona wieloletniego użycia, na pewno dłuższego niż sięgała historia firmy. Pamiętały zapewne więcej dyrektorów, milionowych transakcji, sukcesów i porażek korporacji, niż Mitsuru Fukukashi, szycha rady nadzorczej, który właśnie podpisywał jej umowę o pracę. Każdy pracownik głównej siedziby chociaż raz przewinął się przez ten pokój, ale mało kto do niego wracał.
– Jest pani pewna, że chce pani związać się z nami aż na cztery lata? – powiedział płynnym angielskim, podsuwając jej umowę wraz z obnażonym piórem wiecznym. – Większość kobiet z Zachodu nie wytrzymuje w Tokio dłużej niż pół roku. Oczywiście są u nas traktowane na równi z innymi, ale... – Długo szukał wyrażenia, które by jej nie uraziło. – Nie potrafią odnaleźć się w społeczeństwie.
– Przemyślałam to – odrzekła, podpisując kontrakt.

28 marca 2014

Druga natura

Powoli zapada wczesny zmrok. Popołudnie przechyla swą szalę, ciążąc ku wieczorowi, porze odpoczynku i wytchnienia, potrzebnego po pełnym napięcia dniu. Zbliża się moment, na który tak dziś czekałam – czas mojej próby.

W domu niewiele jest do zrobienia, ponieważ Mąż pozmywał nawet te dwa talerze i kubki po nieskomplikowanym obiedzie, który stanowiła jajecznica z bułkami, maślanka i sałatka z pomidorów. Parę drobiazgów jednak zostało, wiec zajmę się nimi. Przedtem jednak, zgodnie z poleceniem Pana, wchodzę do łazienki i obnażywszy lewą pierś (nie miałam na sobie wczoraj, ani też dzisiaj stanika), powoli, z lekką obawą, zapinam na sutku klamerkę. Wiem, że będzie bolało.... piersi mam pobudzone jeszcze od poprzedniego dnia, a świadomość tego, co za chwilę nastąpi sprawia, że czuję mrowienie i pulsowanie w brodawkach. Ból jest zniewalający... znacznie gorszy, niż to bywało do tej pory... Muszę powstrzymać jęk i przez chwilę staram się wyrównać oddech – nie mogę przecież wyjść z łazienki z taką stężałą twarzą, zagryzionymi na wargach zębami...