27 lutego 2015

Zdrady II (Miniatury Smoka Wawelskiego)

epsilon3-artphoto, "Couple", CC BY-NC-ND 3.0
Mąż

Piotr dłuższą chwilę stał na klatce schodowej. Wahał się, czy nacisnąć dzwonek ponownie. Przecież może być zajęta... Albo może jej nie być w domu... No ale musi być, przecież się z nim umówiła – myślał.
W końcu nie wytrzymał. Jego palec spoczął na klawiszu z taniego plastiku, a chwilę później usłyszał przez drzwi stłumiony głos dzwonka. Obiecał sobie, że jeśli w ciągu kilku sekund nikt nie otworzy, to odejdzie od drzwi. Zdawało mu się, że każdy jego wdech i wydech trwa niemiłosiernie długo, ciągnie się godzinami, a on z pewnością jest obserwowany przez wszystkich lokatorów, którzy przechodzą obok niego. Choć nikt go przez tę chwilę nie mijał. Zdawało mu się, że bicie jego serca słychać na sąsiadujących kondygnacjach bloku. Wziął głęboki wdech, wypuścił z impetem powietrze, jak gdyby wyrzucając z siebie pomysł, który nie wiadomo kiedy i w jaki sposób trafił do jego głowy. Odwrócił się na pięcie i zrobił pierwszy krok w stronę schodów, w stronę wolności. Nim postawił drugi, klucz w zamku przekręcił się z trzaskiem i drzwi, przy których stał, otworzyły się z cichym skrzypnięciem. Młoda brunetka szybko zlustrowała Piotra, po czym uchyliła nieco szerzej drzwi i zaprosiła go do środka.

25 lutego 2015

Domek na wzgórzu (Miniatury Autorów NE)

Ruiski, "The house on the Hill",
CC BY-NC-ND 3.0
Drodzy Czytelnicy!

Nieraz udowadnialiśmy, że Autorzy Najlepszej Erotyki to szeroki wachlarz literackich zainteresowań, pasji, ale i tematów poruszanych w opowiadaniach. Warto wiedzieć, że zajmujemy się nie tylko romansowaniem i zbieraniem reprymend od Naczelnego, jak to byli łaskawi zaznaczyć Autorzy „Alei 69” :-) Czasami skupiamy się także na pisaniu i literackim eksperymentowaniu.

Wynikiem jednej z dyskusji prowadzonych non stop w naszym gronie był spontaniczny pomysł napisania krótkich tekstów, krążących wokół tego samego hasła przewodniego, przez kilku Autorów. Rękawicę natychmiast podjęli MRT_Greg, Smok Wawelski i Seelenverkoper. Efekt ich pracy oraz ciekawe ścieżki, którymi poszli, pisząc swoje opowiadania, przedstawiamy Wam poniżej. Zatem, nie przedłużając, zostawiamy Was z tekstami, które łączy tylko jedno – domek na wzgórzu.

23 lutego 2015

Miniatury Barmana-Ravena VIII

Pavel Kiselev (Photoport), "Arina",
CC BY-NC-ND 3.0
Wieczorne okno

Aśka – nauczycielka, poznaliśmy się przez internet, e-randki to naprawdę użyteczny wynalazek.

Spotkaliśmy się na Starym Mieście – było dziwnie, na początku czułem się jak uczniak na przepytywance... dopiero, kiedy mogłem całować jej palce i kiedy zobaczyłem, jak bardzo jest spragniona dotyku, odzyskałem pewność siebie.
Odprowadzałem ja wzdłuż Barbakanu. Wiał silny wiatr od Wisły i jej włosy rozwiewały się pod jego naporem. Przyciągnąłem ją do siebie, mocno przytuliłem i pocałowałem. Oddała pocałunek, wsadzając głęboko język w moje usta.

Wiedziałem, że trafimy ze sobą do łóżka i że będzie zabawnie... nie przypuszczałem, że aż tak. Jak się okazało, dobrze wiedziała o co jej chodzi – zupełnie nie potrzebowała kierowania ani pomocy.


Nasz pierwszy raz. Najpierw kochaliśmy się nieśmiało, powoli i spokojnie... Podnieciłem ją ustami, lizałem i ssałem szparkę, zamieniliśmy się miejscami i to ona pokazała swój kunszt w operowaniu językiem. Chwilę później leżała pode mną, zaciskając nogi na moich pośladkach, by za chwilę ujeżdżać mnie jak ogiera.

20 lutego 2015

Posępny mróz II

Selena, "Black Goldfish", CC BY-NC-ND 3.0
Dla Squizi i wszystkich zagubionych Artefaktów. =]  [=

Powinni byli zginąć. Roztrzaskać się. Ich pogruchotane kości już na zawsze zdobiłyby dno komina wielkiego paleniska do którego wpadli. W dolinie Lodowego Wichru skaldowie może nawet by wspomnieli w swoich zimowych pieśniach o głupcach, co to ruszyli na lodowiec, by odnaleźć mityczną kopalnię krasnoludów skrytą przez posępny mróz.

Powinni byli zginąć, ale przeżyli. W połowie drogi w dół poczuli, że jakaś tajemnicza siła unosi ich w górę. Sprawia, że nie spadają już tak szybko. Mogą złapać oddech i rozejrzeć się wokół. Słyszeli także cichy szept elfa. Jego głos pobrzmiewał magią. Choć może dla wielu z nich łaskawszym losem byłoby jednak roztrzaskanie się o dno. Któż to wie.

18 lutego 2015

Zaginiony artefakt III

Les Media, Anna Silk and Zoie Palmer Lesbian Kiss, CC BY-SA 2.0
– Wszystko w porządku? – spytał Desmond – Chcesz o tym pogadać?
– To tylko zły sen. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się krzyczeć w trakcie nocnych koszmarów. Podobno strasznie głośno chrapię – próbowała zażartować – a raz zdarzyło mi się lunatykować. Ale krzyczeć – nigdy.
Zakryła twarz rękoma i zaczęła się lekko kołysać. Po chwili poczuła dłoń na ramieniu i zdziwiona spojrzała na wojownika, wyciągającego w jej stronę płaszcz.
– Trzymaj. Drżysz z zimna.
Wydawało się, że nigdy nie pokaże swojego oblicza. Myślała nawet, że pod kapturem ukrywa jakieś pokraczne deformacje. Tymczasem wydawał się zupełnie zwyczajny.
– Dziękuję – powiedziała cicho.
– Jak dasz radę, spróbuj zasnąć. Jest dopiero środek nocy.

16 lutego 2015

Miniatury Barmana-Ravena VII

Unplash, "Summerfield", CC0 1.0
Świerzop 

"Przenoś moją duszę utęsknioną (...)
Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem,
Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem;
Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała,
Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała."

Upalny maj. Nieklimatyzowany samochód buchał gorącem. Z opuszczonymi szybami jechaliśmy pośród pól. Wystawiłem dłoń za okno, bawiąc się oporem stawianym przez powietrze. Sunęliśmy przez łąki Mazowsza, śpiesząc się nie wiadomo gdzie i nie wiadomo po co. Kolejna miejscowość, zwolniliśmy pomiędzy zabudowaniami. Ostatnie domy i ni stąd, ni zowąd samochód wjechał w ciągnące się po horyzont żółte morze drobnych kwiatków. Przez myśl przemknęło mi, że ciekawie byłoby kochać się w takim rzepakowym polu. Wśród zielonych liści i wszechobecnej złocistości.

13 lutego 2015

W służbie Jej Królewskiej Mości 2/2

Ercansebat, "Daniel Craig-James Bond", CC BY 3.0
Każdy z lokatorów tego gabinetu odciskał na nim własne piętno. Najwyraźniej krzepki czterdziestolatek o bladej cerze i podkrążonych oczach, ukrytych za szkłami w modnych czarnych oprawkach, podpisywał się trzynastą literą łacińskiego alfabetu jeszcze zbyt krótko, by dokonać podobnej sztuki.

Tym dziwniejsze wydało się Bondowi, że świeżo mianowany szef kazał go ściągnąć z emerytury.
– Sytuacja jest kryzysowa. – Brak wstępów, nawykły do wydawania rozkazów ton prymusa z Eton. – Uprowadzono jednego z naszych najcenniejszych agentów.
M podał Bondowi teczkę z nagłówkiem „ściśle tajne.” W kilkudziesięciu linijkach tekstu streszczono brazylijską eskapadę Q Brancha.
– Jakieś szczegóły odnośnie samego uprowadzenia? Metoda działania? – dopytywał Bond.
– Uwiedzenie – odparł M. – Nasi ludzie na miejscu ustalili, że wyszedł z baru w towarzystwie kobiety o arabskich rysach. Nieprzeciętnej urody.

11 lutego 2015

W służbie Jej Królewskiej Mości 1/2

ThesimplyLexi, "Ben Whishaw as Q",
CC BY-NC-SA 3.0
Kaplica Henryka VII w opactwie Westminster była wypełniona po brzegi. Najważniejsi oficjele Zjednoczonego Królestwa karnie stawili się na uroczystości. Królowa, ubrana w ceremonialną purpurową szatę, z bogato zdobioną srebrną koroną na głowie, obserwowała wydarzenia ze swego miejsca w rogu sali. Na podwyższeniu, do którego prowadziło kilka drewnianych schodków, zastępował matkę Książę Walii. To właśnie następca tronu, również na tę okazję przyodziany w dostojne szaty, wpinał ordery w klapę kolejnym odznaczonym.

Order Łaźni jest czwartym co do ważności brytyjskim odznaczeniem. Jego otrzymanie równoznaczne jest z nabyciem prawa do posługiwania się tytułem szlacheckim.

Nowi kawalerowie uhonorowani odznaczeniem są zazwyczaj powszechnie znani i poważani. Zasługi tych ludzi są szeroko opisywane przez prasę na wiele tygodni przed wyprawioną z pełną pompą uroczystością. W zasadzie nie zdarzają się sytuacje, by wśród odznaczonych znalazł się ktoś budzący wątpliwości.

Tego roku zdarzył się jednak precedens.

9 lutego 2015

Cena zwycięstwa (wersja oryginalna)

Stefan Grosjean,"I kissed a girl",
CC BY-NC 3.0
Jest to pierwotna wersja opowiadania o tym tytule. Przeczytaj również "Cenę zwycięstwa" w wersji z 2014 r.

Sala opustoszała. Wszyscy po kolei zabierali swoje manele – butelki z wodą, ręczniki, piłki – i zeszli do szatni. Została tylko Kinga, jak zwykle ociągająca się przed opuszczeniem boiska. Po pierwsze dlatego, że zawsze po grze robiła jeszcze serię ćwiczeń: brzuszki, pompki. Po to by, jak mówili inni, skatować się do końca. Po drugie, ponieważ chciała dać czas chłopakom, żeby się wykąpali i wyszli. Potem ona mogła w spokoju się przebrać, umyć i nie martwić się o niechciane towarzystwo.

Zaczęła grać z tymi ludźmi prawie rok temu. Pierwszy raz przyprowadził ją jeden z nich. Wiedział że Kinga potrafi grać, że była w drużynie akademickiej i wychodziła w pierwszej piątce. Do kontuzji. Potem niestety już nie chcieli jej przyjąć do składu. Została na lodzie – wciąż z pasją i dużymi umiejętnościami, ale bez możliwości gry na przyzwoitym poziomie. Chłopak, który ją przyprowadził, zrobił to głównie dlatego, że mu się podobała. Inni trochę kręcili nosami przed dopuszczeniem dziewczyny. Ale gdy okazało się, że potrafi odebrać piłkę niemal każdemu z nich, że muszą jej pilnować w obronie, bo ma bardzo dobry rzut – zaczęli traktować ją jak kolejnego, zwykłego zawodnika. A że była ładna, że miała cycki i cipkę – to było ważne tylko poza boiskiem.

6 lutego 2015

Posępny mróz I

Za oknami zasłoniętymi okiennicami hulał lodowaty wiatr znad posępnego mrozu i wszyscy wiedzieli, że przyniesie ze sobą gęsty śnieg. Biały puch, który zasypie dziesięć miast na wiele kolejnych miesięcy. Odetnie je od reszty świata ludzi i skaże na śmierć tak wiele spośród znajomych twarzy. Ilu spośród siedzących w Gwiżdżącej Szubienicy nie doczeka wiosny i krótkiego lata? Nie będzie mogło ponownie wypłynąć na błękitne wody Maer Dualdon, by ryzykować życie w pogoni za uśmiechem Tymory oznaczającym bogactwo?

Tylko, że wiatr znad posępnego mrozu oprócz śmierci przynosił także ostatnich spóźnionych gości. Może zresztą nie ma różnicy. Ciężkie sosnowe drzwi otworzyły się do środka, wpuszczając lodowaty podmuch i grupę pięciu grubo ubranych wędrowców. Płatki śniegu zatańczyły przez chwilę w nagrzanym wnętrzu karczmy, po czym znikły.

Każdy z nowoprzybyłych nosił płaszcz z kapturem ze skóry arktycznego Yeti. Dziwnych i agresywnych stworów zamieszkujących tundry faerunu.. Niby nikt się nie ruszył, a jednak wokół nich ział pusty krąg. Mieszkańcy Samotnej Kniei skurczyli się i zgarbili, by wydać się mniejszymi. Nawet potężni mężczyźni, w których żyłach płynęła krew barbarzyńskich plemion Północy, o dłoniach wielkich jak u Verbeegów i owłosionych prawie w tym samym stopniu, przestali się gromko śmiać i w ciszy, pospiesznie siorpali ze swoich kufli.