29 października 2014

Ból

Sobota z kochanką. Wszystko przygotowane. Wiedziałem, co będzie robić, jak będzie reagowała i kiedy będzie nam obojgu dobrze. Nie jestem zwolennikiem sprawiania bólu... niepotrzebnego bólu.

To miała być lekcja. Chciałem, żeby przełamała w sobie wzorzec, który zabrania mężczyźnie uderzyć kobietę i który zabrania kobiecie czerpać z tego satysfakcję. Chciałem, żeby zaakceptowała w sobie skłonność do przyjmowania bólu, żeby pogodziła się z kolejnym aspektem suczego „ja”. By zaakceptowała w sobie to, co do tej pory było tłumione i ukrywane.  Ból. I fizyczna przemoc, na którą ona daje przyzwolenie, która kręci i która podnieca. Ból – bez względu na pretekst. Bez względu na to, czy miał być zasłużoną karą, czy też sprawiany był jako kaprys, realizacja zachcianki dominującego.

Sobotni poranek z kochanką – suką.  Wstałem niespełna kwadrans przed umówionym spotkaniem – kłaniało się odsypianie strat związanych z nienormowanym czasem pracy. Szybki prysznic, jeszcze szybsze śniadanie. Rzut oka na zegarek. Jeszcze pięć minut. Usłyszałem warkot silnika na cichej o tej porze ulicy. Pod moim oknem zatrzymał się samochód. Zgodnie z zasadami – ani wcześniejszej, ani później – punktualnie o czasie. Spojrzałem przez zasłony. Siedziała w samochodzie i czekała.

27 października 2014

I sen stanie się...

Maria opadła na poduszkę. Jej nieokryte ciało całe oblane było kroplami słonego potu, które wyglądały jak letnia rosa, pokrywająca rankiem łąkę. Każdy urywany wdech powietrza sprawiał, że młode piersi unosiły się miarowo, po czym opadały i łączyły się z linią brzucha. Jedynie twarde, spore sutki wyrywały się ku górze. Nieco niżej, wyraźnie zaznaczony, krótko przycięty wzgórek łonowy ginął między jeszcze drżącymi udami. Duże, mocno podkreślone czarnym tuszem oczy, wraz z rozszerzonymi, ciemnymi źrenicami sprawiały, że jej twarz wyglądała teraz jak postać z dobrze narysowanej japońskiej animacji. Kruczoczarne włosy sięgające do połowy pleców kotłowały się pomiędzy poduszką i nagim ciałem Marii.

- Dziękuję Ci za wszystko. Zawsze będziesz dla mnie kimś wyjątkowym - powiedziała po złapaniu pierwszego spokojniejszego oddechu do chłopaka, z którego zeszła. To pewnie ich ostatnie spotkanie. Następnego dnia jej rodzina opuszczała Dublin na dobre. Przecież emigracja nie miała trwać wiecznie. Marii zdawało się jednak, że była to zaledwie jedna chwila, szczególnie od momentu, kiedy poznała Chrisa. Chłopak wprowadził ją nie tylko w świat nocnego życia stolicy Irlandii, ale przede wszystkim otworzył przed nią wrota cielesnych przyjemności i kultury gotyckiej. Upojne momenty, spędzone chwilę wcześniej, były zwieńczeniem rytuału, który, jeśli Chrisowi dobrze udało się odczytać średniowieczne zapiski z księgi, zeskanowanej, a następnie wrzuconej przez kogoś do Internetu, idealnie pasował do ich sytuacji.

24 października 2014

Emilia - Blondynka wg seamana

Wprawiającym mnie w nieustanne zadziwienie, a jednocześnie częstym zachowaniem u skazanych jest próba przekonania otoczenia o własnej niewinności. Jakby ktokolwiek im wierzył. Jakby miało to jakiekolwiek znaczenie. Mimo, że brzmi to śmiesznie, większość z nich upiera się, że nie popełnili tego, za co zostali wysłani do więzienia. I w ogóle niczego złego. Według nich albo ktoś inny zmusił ich do niecnych czynów, albo szczególnie pechowe zapętlenie okoliczności jest odpowiedzialne za zło, które się wydarzyło. Innym wytłumaczeniem bywa często chęć przetrwania, ta najbardziej pierwotna i naturalna z ludzkich motywacji, który popycha ich ku popełnieniu czynu, za który trafili do więzienia. Ja, dla odmiany, będę oryginalny. No, w pewnym sensie. Zrobiłem to, o co mnie oskarżono.

O czym zapewne czytaliście na stronach popularnych portali internetowych lub słyszeliście w wielu programach telewizyjnych. Ale tak naprawdę moje wyznanie jest nieistotne, moje czyny były jedynie przykrywką. Nieudolną, prymitywną próbą odwrócenia uwagi całego świata od czegoś o wiele gorszego. Co może nigdy nie miało miejsca, ale sama świadomość faktu, że chciałem popełnić TAMTEN czyn, wywołuje u mnie gęsią skórkę przerażenia. I inne uczucia. Tęsknotę. Żal, że jednak się nie zdecydowałem. Może powinienem. Wtedy znowu poczułbym się szczęśliwy. Ale za jaką cenę? Chyba zbyt wysoką, skoro postanowiłem inaczej. Zdecydowałem się na odrzucenie egoistycznego pragnienia i wykonałem inny ruch. Gambit, na który nabrali się wszyscy. Prawie. Bo ja wiem, że mogłem postąpić inaczej. Ona też. I ta właśnie świadomość pali gorzej, niż piętno mordercy, którym – i słusznie – naznaczyło mnie społeczeństwo.

22 października 2014

Poławiacz bursztynu

Październik.

Burzliwa jesień. Wysoko płynące, czarne chmury przynosiły nocne nawałnice, które obrywały z drzew resztki pomarańczowych liści i wynosiły na brzeg z głębi morza bursztyn. Nie tylko drobnicę nie większą od grubych kropel deszczu, a całkiem spore kamyki jak ziarna grochu i większe jeszcze, podobne do jaj kukułczych. Dobre gatunki, przejrzyste, niespękane i o barwie przypominającej poranną, świeżo zaparzoną english breakfast. Mocną. Lub te mlecznobiałe z refleksami cytrynowej żółci. Ale na razie trwał jeszcze sztorm, którego moc mogła oznaczać wspaniałe łupy. Ludzie czekali, siedząc w kucki pod ścianą niewielkiego sklepu wiejskiego. Właściciel też dorabiał łowiąc bursztyn, więc późna godzina otwarcia mu nie przeszkadzała. Dochodziła trzecia nad ranem.

20 października 2014

Ciemna jest noc cz. VI

Kolejne dni zlały się potem Magdzie w mroczny ciąg wizyt na oddziale kardiologicznym. Prosto z pracy jechała do szpitala i zostawała tam do późna w nocy. Czasem towarzyszyła jej Agnieszka, która starała się, najlepiej jak mogła, podtrzymać przyjaciółkę na duchu.

Lekarze nie próbowali rozbudzać nawet wątłej nadziei. Rokowania były złe. Ciotka gasła w oczach. Magda skontaktowała się z ojcem, ale nie mógł wyrwać się choćby na tydzień. Oznaczałoby to zerwanie rocznego kontraktu, z którego wciąż pozostało mu do odpracowania na platformie siedem miesięcy.

Nie licząc przyjaciółki, została sama wobec pazerności pielęgniarek i niejasnych wypowiedzi lekarza prowadzącego. Osiem dni od przyjęcia na oddział ciotka zmarła. Magda spodziewała się najgorszego niemal od samego początku, mimo to przepłakała całą drogę z pracy, gdzie odebrała telefon siostry oddziałowej. Faris, zaalarmowany przez pełną dobrej woli Ankę, zadzwonił później, ale nie nalegał, gdy dziewczyna nie przyjęła oferty wsparcia ani towarzystwa. Lada chwila oczekiwała przyjazdu Agnieszki, która urwała się wcześniej z firmy.

17 października 2014

Trzydziesty raz

Wiosenne słońce schodziło powoli za najwyższe wieżowce, co Maćkowi prawie zawsze kojarzyło się jak najlepiej. Z dobrze spędzonym dniem, nadchodzącą porą odpoczynku po produktywnej pracy, zasłużonym posiłkiem, czekającym, by nasycić pusty żołądek... Oprócz czwartków. W czwartki, bez względu na pogodę, słońce raziło go w oczy z naganą.

Chował się przed nim za ciemnymi okularami. Stawiał kołnierz kurtki, bądź koszuli, zależnie od pory roku, i przemykał ulicami jak poszukiwany przestępca. Często oglądał się za siebie, przekonany, że czyjś podejrzliwy wzrok przepala mu ubranie na plecach. Wprawdzie nie zauważył, by ktokolwiek go śledził, ale paranoiczne przekonanie wcale go nie opuszczało. W czwartki po południu w każdym razie.

15 października 2014

Sea of Sin - seks na sztormowym Bałtyku

Siedzieliśmy w kilka osób w ciasnej kajucie.  Butelka krążyła z rąk do rąk. Bezcłowy sklep pozwolił nam na uzupełnienie topniejących zapasów. Trochę kołysało. Bałtyk w grudniu rzadko bywa gościnny.

Podniosłem wzrok. Na koi obok leżała para moich przyjaciół. Obściskiwali się, zupełnie ignorując fakt, że w Polsce czekali na nich stali partnerzy. Naprzeciwko dwa łóżka były zajęte przez resztę towarzystwa – pomiędzy chłopakami usadowiła się Kasia.

„Chociaż teraz będę miał chwilę spokoju” – pomyślałem z ulgą. Od samego wyjazdu z Gdańska, Kaśka nie dawała mi spokoju. Była wszędzie tam, gdzie się pojawiałem. Kokietowała, w bezpośredni sposób dając do zrozumienia, że chce wskoczyć mi do łóżka. W czasie całego wyjazdu byłem opryskliwy, nieuprzejmy, czasem wręcz chamski, ale jej to nie zrażało. Osaczała mnie zewsząd, nie pozwalając ani na chwilę zapomnieć o swojej obecności.

Dodatkowo, doskonale wiedziała, że nie jestem sam – że w Warszawie czeka na mnie dziewczyna. Miała przecież okazję, żeby się z nią spotkać. Jak się wydawało, polubiły się nawet.

13 października 2014

Po prostu niebo cz. 7

 
List LXLI
Stan do Chrisa
Nie ma o czym mówić. Piszę tylko, żebyś nie był zdziwiony, gdy usłyszysz kolejne plotki. Dla dobra wizerunku (Twojego, mojego i wszystkich zainteresowanych), chcę skrócić czas mojego kontraktu. Wypalam się. Więc pewnie masz rację, kierując mnie do terapeutki. Ty i ja mieliśmy piękne biznesowe plany, ale muszą one poczekać na lepszy moment. W tej chwili potrzebuję przerwy, świeżości. Same pieniądze przestały być wystarczającą motywacją. Zresztą mam ich pod dostatkiem, żeby wieść skromne życie po jakiś tam kres. Co nie wydaje się być w tak nieskończenie dalekiej przeszłości, jak kiedyś mi się zdawało. Mniej przede mną niż więcej.  Mając pięćdziesiąt kilka lat, nie mam ochoty już walczyć o bycie rekinem. Pokazałem już, że nim jestem. Dzięki za troskę i maila. Proponuję squasha w sobotę – dla zachowania formy i obgadania szczegółów. Co Ty na to?
29 listopada 20**

10 października 2014

Aleja 69 II (Areia Athene & Foxm)


Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc – czysto przypadkowe.

Dochodziła dziewiąta. Ciekawskie promienie czerwcowego słońca zaglądały we wszystkie zakątki niedużego gabinetu, wyciągając na jaw ich tajemnice. Oświetliły szeroki regał wypełniony albumami i pamiątkami z podróży do mniej lub bardziej egzotycznych krajów. Pobawiły się przez chwilę w berka na tle kolorowej mapy świata i w chowanego – krążąc między ustawionymi na półkach, nieco zakurzonymi modelami samolotów pasażerskich. Bez cienia zainteresowania przemknęły obok wiszącej na wieszaku brązowej kurtki ze skóry i zatrzymały się dłużej na postaci jej właściciela.

Airman – emerytowany pilot samolotów rejsowych i bywalec światowych metropolii – stał przed przymocowanym do szafy lustrem i z namaszczeniem rozczesywał swoje bujne, gęste włosy. W czasach słusznie minionych notorycznie mylono go z pewną gwiazdą estrady. Zdarzało się nawet, że proszono Airmana o wykonanie szlagieru opisującego przygody pewnej rezolutnej pszczółki.

8 października 2014

Miłości. 13. Spotkanie z przeznaczeniem

Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. W tym roku Kuba czekał na nie niecierpliwie. Święta oznaczały wyjazd do rodzinnej wsi, skąd jego rodzice uciekli do Warszawy, gdy on skończył podstawówkę. Czekał na nie jak na dowód, że życie nie całkiem zwariowało, że jest coś normalnego, do czego można wrócić choć na parę dni. Zapomnieć na chwilę o znienawidzonych studiach, o dziewczynie, której nawet nie śmiał nazwać „swoją”, tak bardzo nie był tego pewien... oraz o dziwnych doświadczeniach seksualnych.

Potrzebował czegoś trwałego i normalnego.

Tym bardziej przeraziła go nagła niedyspozycja matki. Od dość dawna miewała bóle stawów, chodziła po lekarzach, i niestety ostatni z nich zapowiedział operację biodra, jeśli bóle znów zaatakują. Matka jednak była twarda. Poszła na zwolnienie lekarskie tydzień przed świętami, ale nie pogrążyła się w chorobie. Kręciła się normalnie po mieszkaniu, chodziła powoli na zakupy z wózkiem, który kupił jej Kuba, i codziennie zarzekała się, że żaden konował nie odbierze jej świąt.