23 lipca 2014

Miłości. 8. Niespodzianek ciąg dalszy

Kuba kompletnie stracił głowę. Najładniejsza dziewczyna na roku nie tylko zwróciła na niego uwagę, nie tylko uwiodła go na imprezie, ale wyraźnie miała chęć na dalszą znajomość. Wprawdzie nie deklarowała niczego wprost, a czasem wręcz dawała sprzeczne sygnały, ale Kuba po prostu zrzucał to na karb kobiecej zmienności. Obserwował ją. Każdy uśmiech, każde skinienie głową, wszystkie bezdotykowe buziaczki, jakimi witała się ze znajomymi bez względu na płeć – widział i usiłował interpretować.

Rzecz jasna większość na swoją niekorzyść. Wszak to nie jemu te uśmiechy przesyłała...

21 lipca 2014

Po prostu niebo cz. 2


List XIV
Marie do Stana
Miałam wczoraj nocne koszmary, co sprawiło, że zadałam sobie pytanie, czy relacja z Tobą jest i pozostanie dla mnie dobra. Dzisiaj, jutro, za tydzień, za miesiąc. Odpowiedź zdaje się prosta – powinnam wycofać się jak najszybciej. Za bardzo to wszystko przeżywam. Zazdrosna o czułość, o wyobraźnię. Sądzę, że moje nastawienie ma  związek z Twoją strategią seksu delikatnego, który mocno odsłonił braki w moim życiu.

Myślę, że spotkań prywatnych więcej nie będzie. Za każdą dotychczasową podnietę - dziękuję. Było dobrze. Potraktuj to proszę jak największy komplement, że w głowie zawróciłeś mi zbyt szybko i zbyt intensywnie. Nie było to planowane.
13 sierpnia 20**

18 lipca 2014

Opowieść helleńska: Demetriusz XXXIII

Autor nieznany
Noc była upalna, zaś pościel niemal parzyła jej skórę. Zrzuciła z siebie koc i leżała naga w dusznej ciemności. Miała zamknięte oczy i lekko otwarte usta. A także rozchylone nogi. Jej oddech był pospieszny i płytki. Czuła, jak kropla potu spływa w dolinę między piersiami. Jej mokry dotyk był jak leniwa pieszczota. Dłoń sama, jakby kierowana własną wolą, zawędrowała między alabastrowe uda i przesunęła po wewnętrznej stronie jednego z nich, ścierając krople wilgoci. Kobieta wyprężyła się cała, spomiędzy warg dobył się cichy jęk. Tak dawno nie była tam już dotykana... ani przez mężczyznę, ani przez niewiastę. Sama również nie próbowała się zaspokoić. Zbyt wiele było utrapień, zbyt wiele spraw wymagających uwagi. Już niemal zapomniała, czym jest przyjemność... Niemal udało jej się zobojętnieć na potrzeby własnego ciała.

16 lipca 2014

Przygody Roberta 2 cz. 3

Kiedy wszystko układa się po naszej myśli, wydaje się, że ograniczenia nie istnieją. Możemy zrobić, co tylko nam się zachce, mając przekonanie i wiarę w sukces. Zupełnie, jakby pech nie istniał, a szczęście samo odnajdywało do nas drogę. Moje życie, co prawda, wciąż jeszcze nie wróciło do normy po obozie, ale ogólnie sprawy przyjmowały dla mnie pozytywny obrót.

Idąc z Mają do domu, kilka chwil po szalonej akcji w dworcowej toalecie, miałem wrażenie, że mogę góry przenosić. Czułem się lekki jak piórko, ze szczęścia wręcz odrywałem się od ziemi. Szliśmy rozpromienieni, z uśmiechem na twarzy. Kompletnie nie zwracaliśmy uwagi na mijających nas ludzi. Perspektywa całej nocy z piękną blondynką, bez widma surowej kary w razie przyłapania, była niezwykle kusząca. Już nie mogłem się doczekać, kiedy zrzucimy ubrania.

Gdy byliśmy tuż przed furtką prowadzącą na moją posesję, napisałem do Agnieszki, że będę spał w swoim domu. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, byłem pewien, że nie będzie miała nic przeciwko.
– Hej! Chyba nie będziesz przy mnie bawić się telefonem? – odezwała się Maja, widząc, że dłubię coś w komórce.
– Przepraszam. Piszę tylko do Agi, że przenocuję tutaj.

14 lipca 2014

Piosenka zza rogu ulicy (cz. I)

To była deszczowa, wrześniowa noc, która nastąpiła po deszczowym, wrześniowym dniu. Właściwie, to woda lała się z nieba bez opamiętania i odrobiny litości od wielu godzin. Gęste strugi odcinały szarymi kotarami moje auto od otaczającego, wiejskiego świata, przez który wlokłem się niemiłosiernie wolno. Smętnie wyrykiwałem piosenkę Waitsa o domu, w którym nikt już nie mieszka i wracałem do domu, w którym już nie mieszkałem. Nagle zauważyłem kątem oka drobną sylwetkę na chodniku i zanim odbiłem w lewo pokryłem ją od stóp do głowy wodą z kałuży. Przejechałem jeszcze dwieście metrów zanim wyhamowałem. Zakląłem cicho, wyłączyłem radio, wrzuciłem wsteczny i wsłuchując się w ryk silnika, zbliżyłem do mojej, sparaliżowanej ofiary. Uchyliłem okno od strony pasażera, zapamiętale kręcąc korbką i krzyknąłem:

11 lipca 2014

Aleja 69 (Areia Athene & Foxm)

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, miejsc i zdarzeń – czysto przypadkowe.

Był mroźny majowy poranek. Czarny Chevrolet Impala przemknął przez dawną dzielnicę fabryczną i z piskiem opon zatrzymał się przed bramą do jednej z posesji. Widoczne za ogrodzeniem budynki wyglądały na całkowicie zniszczone i opuszczone wiele lat wcześniej. Na odrapanej ścianie największego gmachu z trudem można było odczytać namalowany farbą napis – Aleja... 69. Środkowa część adresu była niemożliwa do rozszyfrowania.
Po minucie zardzewiała brama drgnęła i otworzyła się zapraszająco. Samochód podjechał pod dawną halę produkcyjną. Kierujący nim młody, przystojny brunet kiwnął głową ochronie i niezatrzymywany przez nikogo spokojnie wjechał do wnętrza starej hali, pełniącej obecnie funkcję parkingu.
Wszyscy już są, pomyślał, rozglądając się w poszukiwaniu miejsca do parkowania. Ostatecznie zaparkował swojego lśniącego Chevroleta obok bladoróżowej Alfy Romeo.
Wysiadł z auta, zabierając ze sobą elegancką czarną teczkę. Przeszedł przez całą szerokość parkingu i dotarł do sprytnie zamaskowanej windy. Otworzył drzwi, wszedł do środka i szybko wystukał na klawiaturze swój ośmioznakowy kod dostępu. Winda drgnęła i powoli potoczyła się w dół.

9 lipca 2014

Miłości. 7. Lekarstwo na stres

Przeczytaj pierwszą część cyklu

Niewiele czasu potrzeba było, żeby Marcel się pozbierał po ataku chandry, jaka dopadła go w zeszłym tygodniu. Znów stał na nogach, dosyć zdziwiony swoim zachowaniem i czarnymi myślami, jakie go wtedy nawiedzały. Miał się za silnego, twardego faceta, swoje w życiu przeszedł i użalanie się nad sobą bez sensownego powodu uważał za tchórzostwo.

A on przecież powodu nie miał. Żył jak chciał, wygodnie i bez większych problemów. I lepiej, żeby tak pozostało. Stwarzanie diabła tam, gdzie go nie ma, nie prowadzi do niczego dobrego.

Do klubu zagnała go ciekawość. Wprawdzie poprzedni piątek przegapił, ale nie zaszkodzi sprawdzić, czy zapoznana dwa tygodnie temu dziewczyna stęskniła się za nim. Co prawda na koniec zwyczajnie go spławiła, ale z dziewczynami tak bywa – nie zawsze wiedzą, czego chcą, a jeśli nawet wiedzą, zmieniają zdanie ot tak, bez przyczyny.

7 lipca 2014

Po prostu niebo cz.1

List I
Marie do Stana
Bardzo poza korespondencją zawodową: po mojej opowieści przy kawie, dlaczego nie jestem mężatką i jako autorka zdania "on jest seksowny" wypowiedzianego aż nazbyt głośno w firmowym bufecie, które tyczyło się Pana i jak sądzę do Pańskich uszu dotarło, chciałabym zapytać zupełnie niestosownie o Pańską sytuację partnersko-życiową. Pokrótce i bez pardonu: wolny czy zajęty?

Cechuje Pana rodzaj arogancji, który uważam za szalenie pociągający u mężczyzn. Pewnie powinnam to powiedzieć osobiście (o ile w ogóle), ale okazji nie będzie zbyt wiele. A wolę by temat, jako pozostające w mojej głowie pytanie-możliwość, został domknięty. Zresztą lepiej żałować czynu niż braku jakiejkolwiek próby.

Wszystko, co opatrzone zostało mianem "prywaty", nie wpłynie w żaden sposób na moje zawodowe zaangażowania. Pomimo paskudnej skłonności do romansów, wypełniam swoje zadania możliwie profesjonalnie.
30 czerwca 20**

4 lipca 2014

Myśka

– Robiłaś to już wcześniej? – w głosie słychać było bojaźliwość.
– Tak. – Chyba zbyt długo zwlekałam z odpowiedzią, gdyż kolejne pytanie podszyte było nutką niepewności.
– Ile razy?
– Od kilku lat regularnie, średnio co trzy, może cztery tygodnie.
– Czyli sporo – zaopiniowała.
Czekałam na kolejne pytanie, które siłą rzeczy musiało zostać wypowiedziane. Zanim jednak Myśka zdążyła je wyartykułować, jej ciało spięło się, jakby w obawie przed mającymi za chwilę paść słowami. Mięśnie ud stwardniały, a kolana delikatnie zsunęły się ku sobie.
– Ile razy robiłaś TO komuś?
– Jesteś pierwsza.
– Dlaczego?
– O co pytasz? Dlaczego tego nie robiłam, czy dlaczego robię to właśnie teraz?
– No, coś koło tego.
– Wcześniej nie było powodu i chyba chęci.
– A teraz to wszystko jest?

2 lipca 2014

Ćma

Greg Hildebrandt, "Poker"
Edyta znała go od czasów liceum. Już wtedy robił na niej duże wrażenie. Przystojny, zdawał się nie zauważać zachwytu w oczach obserwujących go dziewczyn. Niedbała elegancja i dystans do świata. Wydawał się taki inny od reszty jej rówieśników. Lepszy. Tymczasem on nie umawiał się z dziewczynami. Ktoś, gdzieś, widział go czasem w towarzystwie starszych od niego kobiet, których nikt nie znał. Nie pochodziły z ich miasta.

Był tajemnicą, przez co jeszcze bardziej wydawał się pociągający. Jedyny w swoim rodzaju, chodzący własnymi ścieżkami. Jego spojrzenie było głębokie jak studnia, a Edyta już wtedy dałaby wiele, aby w nim utonąć. Tak, Rafał Tokarski był wyjątkowy i wracając myślami do czasów szkoły średniej, Edyta stwierdziła, ze pierwsze o czym wtedy myśli, to właśnie On.

Teraz, gdy wróciła po kilku latach nieobecności w kraju, przewrotny ślepy traf zetknął ich ze sobą ponownie. Idąc pierwszego dnia do pracy, natknęła się na niego w drzwiach wejściowych. Poznał ją, zamienili kilka słów. Zwykła grzecznościowa rozmowa, ale ja walnęło jak obuchem. Wciąż był tak samo przystojny, wciąż był samotny i wciąż działał na nią jak magnes.