24 kwietnia 2015

Miniatury Barmana-Ravena IX

the_tahoe_guy, "Downtown San Jose at Night", CC BY 2.0
W dole lśniły i mrugały światła miasta

Pojechaliśmy z Milką na początku moich studiów do Niemiec. Pracowaliśmy na czarno w jednej z turystycznych miejscowości, niedaleko granicy z Francją. Ponad małym miasteczkiem, przez środek którego płynęła szeroką wstęgą rzeka, dominował masyw górski. Większość czasu spędzaliśmy zarabiając w pocie czoła pieniądze – jeszcze wtedy niemieckie marki. Mieliśmy wolny jeden dzień w tygodniu.

Szybko naszą małą tradycją stało się spędzanie go do południa w łóżku. Co to były za poranki. Kochaliśmy się namiętnie, dziko, gwałtownie. Robiliśmy sobie sesje zdjęciowe, malowaliśmy się farbami, kiedyś nawet udało mi się długopisem pokryć rysunkami całe jej plecy, zanim nie zaczęliśmy się kochać. Wiązałem ją i udawałem, że gwałcę, to znów ona dominowała i kazała sobie usługiwać. Wariactwo, ale bardzo intymne.

21 kwietnia 2015

Colombiana

onur.kutluoglu(biped), "volkswagen beetle", CC BY-NC-ND 3.0
To musiało się tak skończyć. Dwaj faceci o ponurych twarzach stoją w milczeniu i patrzą na mnie obojętnie. Wyciągam do nich ręce, po chwili czuję chłodny dotyk metalu na nadgarstkach. Czy będzie bolało? Po tym, co się zdarzyło, chyba nic już nie jest w stanie mnie zranić. Wyższy, przystojniak o twarzy hollywoodzkiego aktora, obraca się i kiwa ręką przez drzwi. Do pokoju wchodzi trzeci mężczyzna. Oho, ten oznacza poważne kłopoty, widać po nim od razu. Cóż, można powiedzieć, że człowiek dostanie w końcu, na co zasłużył.

***

Nasze pierwsze spotkanie zadecydowało o wszystkim, teraz to widzę. Ciąg zdarzeń, kończący się dzisiejszego wieczora, mógł mieć tylko jeden początek, innego nie można sobie wyobrazić. Zacznijmy więc moją żałosną opowieść.

17 kwietnia 2015

Przygody Roberta 2 cz. 6

Pavel Kiselev (Photoport), "Natali", CC BY-NC-ND 3.0
Pisk hamującego pociągu wyrwał mnie ze snu. Ostatnią godzinkę podróży przeznaczyłem na drzemkę. Przez głowę przemknęło mi pytanie, co jest prawdą, a co wytworem mojego umysłu. Ta dziwna myśl na szczęście szybko znikła. Wystarczyło, że zauważyłem jasnoróżowe stringi leżące na jednym z foteli. Popatrzyłem na Agę, która, niewzruszona hałasem zatrzymującej się maszyny, spała sobie w najlepsze. Wyglądała tak spokojnie i niewinnie... Gdzie się podziała ta dzika kobieta, która niedawno wycisnęła ze mnie siódme poty i urozmaiciła mój słownik o kilka nowych sformułowań?

Było po dziewiętnastej. Przed sobą miałem więc jeszcze cały wieczór. Jeszcze kilka godzin wcześniej planowałem spędzić go z Agnieszką, jednak dobrodziejstwa techniki XXI wieku nieco pokrzyżowały nam plany.

14 kwietnia 2015

Brama

Michelle Brea, "...shaken not stirred", CC BY-NC-ND 2.0
Sobotnia noc. Sam środek stolicy.
Ludzie wokół przemierzali chodniki, co i raz wybuchając śmiechem między głośnymi rozmowami. Ktoś śpiewał, ktoś się kłócił, gdzieś w oddali słychać było tłuczone szkło. Nie koncentrowałam się na tym. Szłam samotnie przed siebie, mijając grupki ludzi i pary. Wiedziałam, że przyciągam ciekawskie męskie spojrzenia i zazdrosne łypanie kobiet. Nie zwracałam jednak na to najmniejszej uwagi, było mi to obojętne.

Byłam niemal omdlała z chęci konwulsyjnego pieprzenia. Pragnęłam poczuć wypełniającą mnie w każdy możliwy sposób twardość kutasa. Nie znam większej przyjemności niż czerpanie zarówno dotykowych, jak i emocjonalnych doznań z czyjegoś ciała.

Głód bliskości wzbierał we mnie coraz większą falą. Potrzebowałam poczuć drugie żywe ludzkie ciało. Dotyk skóry, wilgoć języka i niecierpliwe palce męskich dłoni. Chciałam znów, choć przez chwilę, poczuć się dla kogoś ważna, poczuć, że jego świat przez krótki moment zamyka się na tym co tu i teraz. Zamyka się i kończy na mnie.

10 kwietnia 2015

Niezapominajka

Daniela S. Nassetti, "Redhead", CC BY-NC-ND 2.0
Te zwyczajne kobiety po prostu zapominamy. Ta niezwykła – zrządzeniem losu spotkana – burzy dotychczasowy sposób myślenia. Istnieje w naszym życiu raptem kilka godzin, a w pamięci zostaje już na zawsze.

Otworzył oczy. Miraż rozpłynął się niczym dym z papierosa. Miał dziwne wrażenie, że coś mu się śniło, ale nie potrafił odtworzyć sennych majaków. Po chwili wiedział już, co nie pozwoliło na dalszy odpoczynek. Polucja, pierwsza od wielu lat.
Leżał na wznak z rękoma pod głową. Czuł jak sperma, która jakoś dziwnie zebrała się w zagłębieniu pod plecami, stygnie. Powinien wstać. Powinien posprzątać. Powinien wiele rzeczy.
Obojętnie pomyślał o żonie. Dawniej często przyłapywał się, że tęsknie ją wspomina. Wyobrażał sobie, jak wygląda jej ciało. Czy nadal goli tę linię włosów biegnących od pępka w dół do łona? Czy jej świeży pot ma taki sam, ostry zapach?

Mokre sny o Iwonie szybko się skończyły. Raz na jakiś czas budził się w środku nocy z głową pełną erotycznych fantazji, większość rojeń sennych była pozbawiona sensu i monotonna, całkiem jak życie na jawie.

7 kwietnia 2015

Barwy kampanii

Alexander Martynets (AlexMartynets),
"Office secrets", CC BY-ND 3.0
Drodzy Czytelnicy!

Dziś rozpoczynamy nowy cykl Retrospektywy, w ramach którego będziemy prezentować wybrane opowiadania z archiwum Najlepszej Erotyki.

Jesteśmy świadomi tego, że grono naszych Czytelników powiększa się i zmienia. Chcielibyśmy szczególnie tym osobom, które z naszym serwisem flirtują od niedawna, wskazać, a wszystkim innym przypomnieć te opowiadania, które wywołały swego czasu największe emocje, spotkały się z najlepszym przyjęciem, były najlepiej oceniane.

Jest ich wiele, jednak w odmętach Archiwum często są zapominane, trudne do odnalezienia. Stąd właśnie pomysł, aby przypomnieć je i pozwolić im żyć na nowo. Wierzymy, że znajdziecie w nich wiele przyjemności z czytania, że rozpalą Wasze zmysły, przyprawią o wymowne rumieńce lub choćby wywołają dwuznaczny uśmiech na twarzy.

Nowy cykl inauguruje opowiadanie "Barwy kampanii" autorstwa Mefista, które po raz pierwszy na Najlepszej Erotyce pojawiło się 14 lipca 2012 roku.

3 kwietnia 2015

Aleja 69 III (Areia Athene & Foxm)

Lies Thru a Lens, "Frankie", CC BY 2.0
Przeczytaj pierwszą część cyklu

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc – czysto przypadkowe.

– I hate Valentine's! – zadeklarował dobitnie Leo.
Jego głos poniósł się głuchym echem po piwnicy pod Redakcją Najlepszego Bloga.
– Może zamiast marudzić pomógłbyś mi szukać – zasugerowała Minerwa, z głową i ramionami zanurzonymi w dużej drewnianej skrzyni. Leo przez chwilę przyglądał się jej opiętym dopasowanymi dżinsami pośladkom.
– A czego właściwie szukamy? – zapytał w końcu.
– Och, już ci mówiłam. Szukamy wystroju Sali Relaksu z poprzedniego roku. Wiesz, różowe i czerwone baloniki, puchate króliczki, serduszka w różnych rozmiarach – wymieniała, powoli wynurzając się na powierzchnię. – Gdzie to może być?
– Pomógłbym ci, ale... chyba nie rozróżniam kolorów.
– To chociaż nie przeszkadzaj – powiedziała przyjaciółka i zepchnęła go z kartonu, na którym siedział.

1 kwietnia 2015

Plaża

AllBum.Art, "Hot Sun in the Summertime" (fragment), CC BY 3.0
Dobre, wypróbowane przyjaciółki to najlepszy sposób na spędzanie kilku ponadplanowych wolnych dni nad jeziorem. Zwłaszcza, że to stare, imprezowe wygi, co z niejednej już flaszki piły. Czyli Mała i Anka.

Dlaczego Mała jest Małą to chyba nikt nie wie. Zwłaszcza, że wcale małą nie jest – metr siedemdziesiąt pięć, solidna „konstytucja”, obdarzona biustem w komplementarnym do reszty rozmiarze „C z hakiem” … Dodaj do tego jeszcze buzię nastolatki, piegi i zadarty nos – ciasteczko do schrupania na miejscu.

Anka to jej przeciwieństwo – do pewnego stopnia. Też spora, chociaż już nie tak mile pozaokrąglana. To znaczy też ma wszystko na swoim miejscu, ale takie, jakby to powiedzieć, bardziej ubite. Zdecydowanie nie typ słodziutkiej. Zmienia facetów jak rękawiczki. Twierdzi, że wciąż szuka takiego, który będzie dla niej odpowiedni. Trudno wyczuć tylko, w jakim sensie. Osobiście twierdzę, że po prostu do tej pory żaden na dłuższą metę nie wytrzymał z nią kondycyjnie. Nic dziwnego. To taki typ, co piwo duszkiem wypije, butelkę zgniecie jak plastikowy kubeczek, a jak trzeba, to jeszcze w zęby potrafi przyłożyć. Najwidoczniej jednak samo poszukiwanie na razie Ance wystarcza.

30 marca 2015

Siedem pieczęci: Pieczęć druga (Guido)

Vuephoto, "Leather Armchair 1",
CC BY-NC-ND 3.0 
Zdawać by się mogło, że nie ma nic trudnego w tym, by znaleźć nowe sposoby dawania przyjemności. Szczególnie w związku, w którym nie można mówić o nudzie, ale też nie przekraczamy wielu granic. Żyjemy w dobie Internetu, milionów poradników w formie pisanej, mówionej, multimedialnej. Seks towarzyszy nam w filmach, gazetach, książkach, rozmowach ze znajomymi i zupełnie obcymi ludźmi. Jest wszędzie. Ale kiedy człowiek poszukuje czegoś ciekawego dla siebie, okazuje się, że temat jest bardziej złożony. Musimy w końcu – a przynajmniej powinniśmy – znaleźć takie zabawy, które będą odpowiadały dwójce różnych ludzi.

Pierwszy raz zasiadłem do pisania felietonu, zupełnie nie mając na niego pomysłu. Choć może źle się wyraziłem. Jest temat: seks. Tylko co dalej. Dyplom, oprawiony w drewnianą, wyblakłą już nieco ramkę, wisi na ścianie obok regału z masą książek. Wygodny, głęboki fotel na kółkach już dawno stracił lekko gryzący zapach skóry. Papiery, których na biurku jest zawsze pełno, także nie potrafią przynieść choćby jednej myśli, jednego słowa, jednej sylaby – punktu wyjścia do całego tekstu. I jeszcze ta presja czasu. Wydawca z pewnością niedługo zacznie dzwonić, dopytując, kiedy zlecenie będzie gotowe. Wszak trzeba je jeszcze poddać korekcie, złożyć, wydrukować i sprzedać. Dziś rozumiem, co czuł Guido, główny bohater filmu jednego z moich ulubionych twórców – Felliniego. Nie żebym porównywał się do mistrza; po prostu uśmiecham się pod nosem, wyobrażając sobie, że nieco ekscentryczny włoski reżyser w okularach z grubymi oprawkami to ja. Tyle że z inną muzą mam do czynienia.

27 marca 2015

Cyganka i północny wiatr

W gęstym deszczu padającym na procesję w święto Niedzieli Palmowej nikt nie miał pewności, czy zima już odeszła, ale większość była przekonana, że wiosna wcale jeszcze nie zawitała do Macondo.

Co znamienitsi mieszkańcy prowadzili świąteczny pochód, niosąc słomiane palmy. Niewielu z nich pochodziło z rodzin założycieli, wyjątek stanowił Eleuterio Hector Orellano, który pomimo ubogiego stroju i poszarpanych spodni trzymał głowę bardzo wysoko i przepychał się bezczelnie wśród sąsiadów. Za wybranymi dwoma tuzinami obywateli na starym i liniejącym mule wypastowanym czarną pomadą jechał ojciec Nicanor pod wielkim, jedwabnym baldachimem trzymanym przez ośmiu Turków w strojnych turbanach. Wiara ich różna była od reszty mieszkańców i dlatego mogli bez szkody dla przykazań kościelnych podjąć tę pracę nawet w dzień świąteczny. Nakrycia głowy wyszywane złotymi nićmi i perłami wcale nie musiały chronić ich od palących promieni słońca, bo to od wielu dni skrywało się za chmurami, za to podobne barwnym ptakom zrywającym się do lotu z pobliskich jabłoni i drzew cyprysowych stanowiły powód do dumy i prawie kobiecą ozdobę. Głos księdza intonujący pieśń w nieznanym reszcie języku, a przypominającym w brzmieniu ten, którym posługiwał się Jose Arcadio Buendia, był jedynym słyszalnym wśród szurania setek stóp. Cała kolumna przy wtórze dzwonków, drewnianych kołatek i stukotu kopyt muła szła szerokimi ulicami miasta w kierunku niewielkiej, wybielonej starannie bramy miejskiego rynku, która udawać miała otwierające się przed zbawicielem wrota Jerozolimy.